W tym roku mojej starszej córce Tamarze urodziny wypadły podczas pobytu na obozie harcerskim. Pomyślałam więc, że fajną niespodzianką były by odwiedziny odwiedziny biwakowiczów połączone ze świętowaniem 12. urodzin Tamary. Jak pomyślałam, tak i zrobiłam. Upiekłam tort i razem z resztą rodzinki udaliśmy się do Morynia (mieliśmy do przejechania ok. 100km). Tort, pomimo upału, przetrwał. Jedynie marcepanowe motylki lekko zaczynały "płynąć".
Skautki podczas obozu miały zakaz spożywania słodyczy, na widok tortu zaświeciły Im się oczy :) Pomimo tego, że tort był duży (przewidziałam dokładki), zniknął w mgnieniu oka. Z czego oczywiście się cieszę :)
Dołożyć do tego minę Tamary na nasz widok - bezcenne :)
PS. Żeby nie było, że samowolkę zrobiłam i nielegalnie cukrem faszerowałam dziewczyny - wszystko wcześniej ustaliłam z Akelą Olą :)